Maciej Sz.

Centymetr

Dzisiaj wtorek. Pierwszy dzień z obostrzonymi przepisami w Austrii. Wszystkie lokale niemalże zamknięte z wyjątkiem tych, które gotują, tworzą, pieką dania na wynos. W naszym podwórku zazwyczaj zgiełk i tupanie. Z dala od ulicy dochodzący zgiełk miasta. Jadących samochodów, przejeżdżających tramwajów, ciężarówek. Nawet niebo jakieś puste. Nie słychać latających samolotów. Nawet gołębie umilkły. Cisza taka, jakiej nie doświadczysz nawet porankiem w święta lub niedzielę. Od czasu do czasu być może Aniołowie wcielają się w ćwierkające ptaki, które swym śpiewem głoszą piękno natury i całego stworzenia. Bo wszystko co Bóg stworzył było dobre.
Dla niektórych dopiero drugi dzień, dla innych być może kolejny tydzień nietypowej ciszy, sytuacji, zarazy. Małej, a może dużej Apokalipsy. Plan dnia wyznaczają mocne punkty.
Godzina 12.00 Anioł Pański i modlitwa Salwe Regina.
Godzina 15.00 Koronka do Bożego Miłosierdzia.
Godzina 20.30 Różaniec.
Punkty wspólnej modlitwy w łączności z innymi.
Intencje podobne, tożsame i wydobywające się z serca. To wołanie: niech to już się skończy. Niczym muzułmanie o umówionych godzinach, kierujemy swój wzrok w niebo i być może z jednej strony nasze wołanie to głos przerażonego dziecka Tato, gdzie jesteś, a z drugiej jeszcze głośniejsze Tato ratuj. Mamy jeszcze Bożą Mamę – Maryję. Swojego Brata Jezusa i wreszcie Ducha Miłości. Zatem pełną, całą rodzinę, której jesteśmy częścią. To są mocne punkty. Osoby Bożej Miłości, które w tych dniach, jak i w tych kiedy było zwyczajnie zawsze przy nas były i zawsze nas wspierały. Pisząc to zdanie pomyślałem sobie, a może to teraz jest normalnie, bo wreszcie Bóg może do mnie mówić. Jak Ojciec walnął pięścią w stół i powiedział dość. A może wcale nie walnął, tylko pozamykał nas w naszych domowych łóżeczkach, bo sam toczy walkę z przeciwnikiem. Może to Jego troska, a nie kara. Nic na ten świat nie przynieśliśmy i nic z tego świata nie wyniesiemy. Zabierzemy tylko siebie samych i swoje serca. Nie potrafię odpowiedzieć sobie na te wszystkie pytania i nawet nie będę próbował, bo nic mądrzejszego od tego, co zostało napisane w Piśmie Świętym nie wymyślę. Nie opuszczaj nas na zawsze. Ta prośba pełna ufności, lęku i strachu. Ta prośba Azariasza, proroka, który przebywa w Niewoli Babilońskiej jest prośbą pełna pokory i ufności. Szukając pewnych podpowiedzi do Słowa Bożego, które na dzień dzisiejszy dostajemy znalazłem całe rozważanie, które możecie przeczytać pod poniższym adresem internetowym. Rozważanie Jana Pawła II z dnia 14.05.2003 roku.

https://www.niedziela.pl/artykul/71185/nd/Modlitwa-Azariasza-w-piecu-ognistym

Jednak też jeden fragment mnie ujął:
W tragicznym położeniu bieżącej chwili nadzieja szuka swych korzeni w przeszłości, to znaczy w obietnicach uczynionych ojcom. Powraca się więc do Abrahama, Izaaka i Izraela (por. w. 35), którym Bóg zapowiedział błogosławieństwo i płodność, ziemię i wielkość, życie i pokój. Bóg jest wierny i nie odwoła swych obietnic. Nawet jeśli sprawiedliwość wymaga, aby Izrael został ukarany za swe winy, pozostaje pewność, że ostatnie słowo należeć będzie do miłosierdzia i przebaczenia. Już prorok Ezechiel cytował te słowa Pana: “Czyż tak bardzo mi zależy na śmierci występnego, a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?… Ja nie mam żadnego upodobania w śmierci” (por. Ez 18, 23. 32).
To prawda, że teraz jest czas poniżenia: “oto jesteśmy najmniejsi spośród wszystkich narodów. Oto jesteśmy dziś poniżeni na całej ziemi z powodu naszych grzechów” (Dn 3, 37). Jest to jednak czekanie nie na śmierć, lecz na nowe życie, po oczyszczeniu.
4. Modlący się przychodzi do Pana, składając Mu najcenniejszą i miłą ofiarę: “duszę strapioną” i “ducha uniżonego” (por. w. 39; por. Ps 51 [50], 19). To właśnie samo centrum istnienia, które odnowił w godzinie próby, zostaje ofiarowane Bogu, by przyjął je na znak nawrócenia i oddania dobru.
To słowo jest pełne nadziei, a nadzieja zwieść nie może. Podobnie, jak wczoraj Natanael wyruszył do króla Izraelskiego, aby prosić o zdrowie, tak i ja wyruszyłem w swoją drogę. Natanael został uzdrowiony w prostocie, bez wielkich cudów. Obmycie w wodzie powtarzane siedmiokrotnie. Siedmiodniowa, czternastodniowa, miesięczna kwarantanna, która man as oczyścić, ochronić, sprawić, że narodzimy się na nowo. Mocniejsi. Pełni życzliwości i zrozumienia wobec siebie nawzajem. Może stanie się cud i wiele zaplanowanych spraw jednego przeciw drugiemu się nie odbędzie?
Dzisiejsza Ewangelia jest kontynuacja pierwszego czytania. Usprawiedliwienia doznaje człowiek skruszony, pokorny, proszący o przebaczenia, ale też przebaczający drugiemu. Zawsze mnie bawi małżeńska żonglerka typu, j CI TO, A TY MI TO. Martwi mnie i we mnie samym czasami dojrzałość dorosłego dziecka, który rozmawia z sąsiadem, żoną, bratem, matką, ojcem, jak kat sprawiedliwości. Mamy nawet takie przysłowie nie pamięta wół, jak cielęciem był. I chyba kiedy dzisiaj tak sobie myślę o tych wszystkich małżonkach, którzy się, gdzieś zagubili, proszę Szefa na górze o rozum, aby mi go nalał do głowy i abym nie chodził z metrówką, centymetrem, milimetrem i miarą i nie mierzył. Miara ludzka nic nie wnosi i nic nie zmienia, tylko miara Bożej logiki, Bożego Miłosierdzia, miara przebaczenia ma sens.
Tak więc kto potrafi przebaczyć, ten potrafi być wolny i ten potrafi spotkać Boga, a właściwie zobaczyć, że On siedzi przy studni i na mnie czeka.


Pokrewne tematy