Zuzanna Bryniarska

Wychowuj swoją pociechę, bo wyrośnie na buraka

Jestem młoda. Tak mi się wydaję. Nie stąpam długo po tym świecie. Krótko też nie. Sporo przeżyłam, ale w sumie nic nadzwyczajnego. To chyba po prostu taki wiek – nijaki. Może to właśnie on pozwala mi obserwować, chłonąć i wnioskować. Uczyć się i wykorzystywać wszystko to, czego nauczyli mnie rodzice. To dokładnie ten moment, który wciąga mnie bezlitośnie i nieodwracalnie w świat. Miejsce, którego mottem powinno być: “Zjadam i połykam bez przegryzania, pozwalając czasem popatrzeć na ładne widoki”. Miejsce tak drastycznie różnorodne, że aż niebezpieczne. Miejsce, po brzegi wypełnione gatunkiem zwanym “roszczeniowcami”.

Jest to gatunek trujący. Zabiera niezbędne do przeżycia, dla siebie i innych, powietrze oraz przestrzeń. Jego cechą charakterystyczną jest egzystencja na pokaz, szybki i nieoczekiwany przypływ gotówki, oraz skrajny brak szacunku do wszystkiego co żyje, bądź nie. Ma też w sobie odrobinę znieczulicy? Oczywiście, że tak. Są też kwestie, które taki osobnik wręcz uwielbia i wznosi na piedestały swojego idiotycznego życia: Usługiwanie (oczywiście mam na myśli jemu), ekspresowe spełnianie oczekiwań, szybkie realizowanie zachcianek i mnóstwo wydanych, zielonych papierków. Skoro przydzieliłam już dewizę, jaką powinien mieć świat, nie mogę sobie pozwolić, by naszych “roszczeniowców” zostawić bez własnego motta. “Wszystko mi się należy” – to będzie strzał w dziesiątkę.

O co chodzi?

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie lubię obserwować i komentować. Dookoła jest tyle bodźców, których pozostawienie bez negatywnego komentarza, zakrawa o niewybaczalny grzech. Przykre jest jednak to, że większość tych bodźców stanowi człowiek, albo coś, co kiedyś nim było. W różnych rozmowach i dyskusjach, zauważam przedziwną zależność. Każdy, kto zdążył przeżyć kilka wiosen, narzeka na ludzi i ich charakterystyczne postępowanie. Podkreślone zostaje przede wszystkim ich zachowanie względem drugiego człowieka. “Bo im jest za dobrze”, “W tych czasach mają wszystko, jakby po prostu im się należało”. Wiele bliskich mi osób trudni się na co dzień pracą bezpośrednio związaną z ludźmi. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy po wysłuchaniu ich opowieści o ciężkim dniu w pracy, miałam ochotę znaleźć “bohatera opowiadania” i pozostawić solidny ślad na jego policzku w postaci odbitej dłoni. Czy to w drogerii, czy w hotelu, czy w przychodni – ludzie wszędzie zachowują się jakby wszystko, dosłownie wszystko się im należało. By bardziej dosadnie nakreślić sytuację, podam obrazowy przykład.

 “Jak to?”

Jest ciepłe popołudnie, znajdujemy się w drogerii kosmetycznej po brzegi wypełnionej zabieganymi kobietami. Do sklepu wchodzi “ona”. Już od wejścia nie odpowiada jej układ sklepu, ubranie kasjerek, włączona klimatyzacja i liczba pozostawionych koszyków. Przyszła na zakupy tylko ze względu na ogromne wyprzedaże odżywki do włosów, reklamowanej we wszystkich mediach społecznościowych. Chwyta łapczywie z półki cztery butelki produktu, po czym kontynuuje polowanie. Zauważa, że w koszyku zaczyna brakować miejsca, ale na jej czole nie pojawia się ani jedna zmarszczka symbolizująca zmartwienie. W końcu nie tak dawno, jej mąż cudem dorobił się na sprzedaży aut, nielegalnie sprowadzanych z Francji. Kobieta postanawia skończyć swoje zakupy. Po ustawieniu się w kolejce, wypuszcza mocno powietrze z ust i komentuje: “Na co tu tyle ludzi, nie mają co robić?”. W końcu nadchodzi jej kolej do zapłaty. Wyciąga z koszyka odżywki do włosów i pyta: “One na przecenie, nie?”. Kasjerka patrzy na nią zmieszana i odpowiada: “Niestety, promocja skończyła się dwa dni temu”. Jest to moment decydujący. W kobiecie wybucha ogień gniewu i przerażenia. “Jak to? Niemożliwe. Serio? A nie może mi pani tej promocji jeszcze naliczyć? Przecież nie wiedziałam, kiedy się kończy”. Kasjerka jednoznacznie kręci głową i czeka na kolejny wybuch klientki. Kobieta z wściekłością odpowiada swojemu oprawcy: “No wie pani co? Przecież powinnam dostać tę promocję. Jestem klientem, to ja płacę! I co ja mam zrobić z tymi odżywkami?” Za rozgrzaną do czerwoności kobietą kolejka rośnie jak na Woodstocku. Otwarta jest tylko jedna kasa. Rachunek poszkodowanej przekracza już 700 złotych. Kasjerka ze zmęczeniem w głosie, kasując resztę produktów, odpowiada: “Jeśli pani nie bierze tych odżywek, mogłaby je pani odłożyć na półce obok? Ja już wystawię paragon”. Klientka ma nadzieje, że się przesłyszała. Tego jest już za wiele: “Ja mam je odłożyć? A pani od czego tu jest? Za tyle wydanych pieniędzy powinnam przynajmniej coś dostać w gratisie”.


Pokrewne tematy